- Jak długo możesz spać? - krzyknęła moja mama wchodząc do pokoju, nie miała żadnych pohamowań jeśli chodziło o budzenie mnie rano. Odsłoniła zasłony wpuszczając ciepłe promienie słońca.
- Chciałabym mieć chociaż odrobinę prywatności. - szepnęłam pod nosem i niechętnie zwlokłam się z łóżka. Zeszłam na dół, tata jak co dzień siedział przy stole pijąc kawę, zawsze czytał poranną gazetę. Jego koszula była idealnie wyprasowana, nie rozumiałam fenomenu wyglądania perfekcyjnie już od szóstej rano.
Przywitałam się z nim przytulając go i biorąc z szafki kubek usiadłam za stołem. Nalałam sobie soku jabłkowego i postawiłam przed sobą kubek.
Mama zeszła po schodach, położyła na stole przygotowane wcześniej śniadanie i usiadła razem z nami.
- Heatly, ja i twój tata postanowiliśmy, że wyjedziemy na całe wakacje. Wiemy, że nie przepadasz za rodzinnymi wyjazdami dlatego pomyśleliśmy, że spędzisz te wakacje u cioci Ross w Dover. - powiedziała mama podekscytowana tym.
Nigdy nie byłam w Dover, ciocię widziałam kilka razy w moim życiu. Jakim cudem rodzice wpadli na pomysł abym zechciała właśnie tam jechać? Spędzanie wakacji z obcymi ludźmi, w obcym miejscu nie wydało mi się dobrym pomysłem. Ale nie będzie tam rodziców, nie będą mnie pouczać, pilnować tego abym nie popełniła najmniejszego błędu. Nie będę musiała być nieszczęśliwa i idealna dla nich.
- Dlaczego nic nie mówisz? - zapytała mama.
Tata nie odrywał się od gazety, nigdy nie wtrącał się w nasze rozmowy dopóki nie skończył czytać. Śniadanie, wakacje, to wszystko mogło poczekać. Cały świat mógł poczekać, czytanie porannej gazety było przecież najważniejsze.
- Cieszę się mamo, kiedy mam samolot? - zapytałam jedząc śniadanie, dziś był ostatni dzień szkoły, byłam z tego powodu na prawdę zadowolona.
- Oh, dziś wieczorem - powiedziała sięgając do torebki po bilet - ciocia Ross odbierze cię na miejscu, za godzinę razem z tatą jedziemy do pracy, szkołą nie musisz się martwić, uprzedziliśmy, że wyjeżdżasz. - odparła i napiła się ciepłej herbaty z miodem.
Kiedy tata skończył czytać poprawił swój krawat i zabrał się za jedzenie śniadania.
Cicho westchnęłam, odgarnęłam swoje włosy do tyłu i napiłam się soku.
- Potrzebujesz jakichś pieniędzy na zakupy? - zapytał tata szukając czegoś w swojej teczce.
- Tak. - odparłam, przecież nie mam żadnych w miarę normalnych jak dla ludzi w moim wieku ubrań.
- Idź się przebrać, podwieziemy cię. - po jego słowach pobiegłam do swojego pokoju.
Wyciągnęłam z szafy czarne legginsy, które idealnie podkreślały moje długie nogi, szarą koszulkę, w której czułam się na prawdę dobrze, spięłam włosy, które były na dość długie. Zabrałam torebkę i wróciłam do rodziców, w kuchni nie było już śladu po wcześniejszym śniadaniu.
- Możemy już jechać? - zapytał tata, mama upewniła się czy wszystko ze sobą zabrała.
Pojechaliśmy.
Rodzice pojechali do pracy zostawiając mnie w centrum, uwielbiałam patrzeć na zatłoczone miasto, przechodzących ludzi, na wszystko co mnie otaczało. Kupiłam najpotrzebniejsze mi rzeczy, jedyną rzeczą która nie była mi potrzebna na ten wyjazd była sukienka, nie mogłam przejść obok niej obojętnie.
Po drodze do domu weszłam do jednego z moich ulubionych miejsc na kawę. 30 minut później zadzwoniłam po taksówkę. Kiedy wróciłam zabrałam się za pakowanie moich rzeczy, za dwie godziny miałam samolot. Nie mogłam uwierzyć w to, że tyle godzin spędziłam na zakupach. Kiedy się już spakowałam zniosłam na dół walizki. Zjadłam coś na szybko i pobiegłam się przebrać w coś wygodnego. Na lotnisko pojechałam taksówką.
JUSTIN
- Justin Drew Bieber - warknął Josh podchodząc bliżej mnie.
Co on do cholery robił w naszym domu? Spojrzałem na mamę, która nie rozumiała dlaczego oboje zareagowaliśmy źle na siebie.
- Co on tu robi? - powiedziałem podniesionym tonem, jednak nadal starałem się być opanowany.
- Poprosiłam go o wniesienie zakupów, ciebie nigdy nie ma w domu - odparła - dziękuję Josh, możesz już iść - rzuciła w stronę chłopaka, po czym wyszedł.
Widziała, że byłem zły, jednak skąd mogła wiedzieć, że się tak nienawidziliśmy?
Zabrałem butelkę wody i poszedłem do swojego pokoju. Usłyszałem wiadomość, sięgnąłem po telefon i przeczytałem:
Miałbyś ochotę wpaść jutro na imprezę? W naszym ulubionym miejscu, do jutra J.
Szybko odpisałem:
Mam nadzieję, że będą jakieś fajne dziewczyny. Do jutra T.
Odłożyłem telefon i wróciłem na dół. Mama przygotowywała kolację, żyliśmy tylko we dwójkę. było nam dobrze, czasem było ciężko, ale zawsze dawaliśmy sobie radę. Nie miałem na co narzekać, miałem dach nad głową i nie chodziłem spać głodny.
- Wychodzę. - szepnąłem, miałem nadzieję, że usłyszała.
Chciałem się trochę przejść, pomyśleć i odpocząć. Idąc usłyszałem czyjś krzyk, było dość ciemno i głos dochodził z parku, im szybciej biegłem tym bardziej wyraźnie mogłem usłyszeć krzyk. Dostrzegłem dziewczynę, która szarpała się z jakimś chłopakiem.
- Puść mnie! - krzyczała płacząc.
Rozpoznałem chłopaka, to był Mike, jeden z przyjaciół Josha.
- Zostaw ją - powiedziałem, dziewczyna odruchowo spojrzała na mnie.
- Bo? - zapytał próbując ściągnąć z niej bluzkę.
Bo to, dupku. Nie czekając dłużej uderzyłem go w brzuch, upadł na ziemię, kopnąłem go jeszcze kilka razy po czym dostrzegłem krew płynącą z jego ust.
Dziewczyna stała przestraszona, płacząc. Wziąłem jej walizkę, a ją pociągnąłem za rękę, jak najdalej od tego dupka.
- Chcę do cioci Ross... - szepnęła patrząc na czubki swoich butów.
Ross, Ross, Ross, powtórzyłem w myślach i przypomniałem sobie o pewnej rodzinie, zamówiłem taksówkę i nic nie mówiąc do dziewczyny czekałem aż przyjedzie. Ona sama nie wyglądała jakby chciała ze mną rozmawiać, może po prostu była wystraszona.
Kiedy taksówka przyjechała, podałem kierowcy adres pod który ma jechać, jednak powiedział, że kilometr będzie musiała przejść sama, bo ciężko było tam dojechać. Cóż, nie mogłem jej przecież zostawić, pojechałem z nimi. Po dojechaniu, zabrałem jej walizkę, nadal milczała, kiedy podniosła głowę dostrzegłem łzy. Oh, na prawdę nienawidzę takich sytuacji. Nic się jej nie stało, nie rozumiem po co to wszystko.
- Może zamiast płakać, na drugi raz nie przyjeżdżaj do nieznanego ci miasta - powiedziałem.
Dziewczyna popatrzyła na mnie, w końcu mogłem dostrzec jej twarz, nieco niewyraźną przez rozmazany makijaż, ale nie przeszkadzało mi to. Bo nie byłem nią zainteresowany.
- Jeśli masz się tak zachowywać, to po co mi pomagasz? Po co wtedy mi pomogłeś? - zapytała zatrzymując się.
- Skoro moja pomoc nie jest ci potrzebna, po co będę nadal to robił? Radź sobie sama - powiedziałem odkładając jej walizkę i odchodząc.
- Jesteś dupkiem - krzyknęła.
Najwidoczniej nim jestem. Po co mam jej pomagać? Nie znam jej i nie chcę jej poznać.
- Oh! Jesteś cholernie irytująca - rzuciłem nawet się nie oglądając.
Wow.
OdpowiedzUsuńNie sądziłam, że Justin i Heatly poznają się w taki sposób.
Cieszę się, że Juss jej pomógł, ale jego późniejsze zachowanie było okropne.
Mam nadzieję, że w drodze do cioci Ross, dziewczynie nic się nie stanie.
Wspaniały rozdział jak zawsze. <3
Czekam z niecierpliwością na kolejny. :)
Twoja fanka i księżniczka. ;*
~Fuck-everything-Im-Belieber
Kiedy nowy rozdział? Już miesiąc nic sie nie pojawilo :(
OdpowiedzUsuńNo właśnie, kiedy można oczekiwać nowego rozdziału?? :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba i jestem ciekawa dalszej historii Justin i Heatly.
xoxo